niedziela, 20 kwietnia 2014

wielkanoc








Wielkanoc  każdy zastanawia się..po raz setny , co postawić na świątecznym stole, by korzystanie z kulinarnych dobrodziejstw nie odbiło się na moich biodrach (wszystkim innym, z którymi spędzę święta to nie zaszkodzi), skoro robi się coraz cieplej i ciała odsłaniamy więcej i więcej.

    Tych akurat świąt nie uznaję za okazję wyłącznie do spożywania posiłków, ponieważ Wielkanoc ma dla mnie ogromne znaczenie duchowe. Nie sposób jednak nie myśleć o przyjemnościach podniebienia wiedząc, że przy świątecznym stole usiądzie trzech uwielbiających jeść (słodkości!) mężczyzn.

     W moim rodzinnym domu zwykle nie jadło się w Wielkanoc ani żurku, ani białego barszczu. Ponieważ nie spędzam tam świąt już od dwóch lat, nawet ciężko jest mi sobie przypomnieć, co zwykle jadaliśmy. Że jajka, to logiczne, ale co więcej? Mamo, przypomnij proszę... ;)

     Co do jajek... są jak wiadomo źródłem pełnowartościowego białka, które nasz organizm łatwo przyswaja (tak, Dukanowcy winni być wniebowzięci – to jedyne święta, kiedy nie muszą się obawiać, że zabraknie im ich ulubionego składnika... ;p). Oprócz tego to również  bogate źródło witaminy A, E, D i K oraz B2 i B12, kwasu pantotenowego i składników mineralnych: fosforu, potasu, wapnia, żelaza, magnezu. W żółtku jest luteina, która chroni oczy przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB, zapobiega zwyrodnieniu plamki żółtej i poprawia widzenie*. Na polskich stołach jajka często doprawia się majonezem, ale dobrym rozwiązaniem na ograniczenie kaloryczności takiego dania, jest wymieszanie majonezu pół na pół z jogurtem naturalnym (nawet odtłuszczonym), o czym kiedyś już pisałam. W ubiegłym roku podczas świąt Waldek przygotował kilka sosów do jaj, m.in. tatarski, paprykowy i czosnkowy. Wszystkie z nich na bazie jogurtu naturalnego, dlatego polecam je jako doskonałe zamienniki majonezowej uczty. Jeśli zdążyliście zasadzić rzeżuchę (ja mam już jedną wyrośniętą, drugą w fazie wzrostu), możecie również wykorzystać ją jako składnik sosu do jajek. O... i szczypiorek będzie doskonały, więc proszę go sobie nie odmawiać.  A chrzanu tym bardziej.

     W kwestii zup: ani barszczu białego, ani żurku – jak wspomniałam – nie jadałam do tej pory podczas świąt, a poza nimi prawie wcale, więc ciężko jest mi powiedzieć, co  w nich zmodyfikować, by obniżyć ich kaloryczność. Jakieś sugestie? Chętnie przyjmę wszystko, a i inni czytelnicy będą pewnie za to wdzięczni ;)

     Bigos / ryba po grecku – może dziwić Was to zestawienie, ale naprawdę jem te rzeczy w Wielkanoc. Są uniwersalne i pasują na każdą okazję. Zresztą już w Panu Tadeuszu Adam Mickiewicz pisał...

(...) Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.

Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,

Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;

Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa

Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;

I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie

Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie

I powietrze dokoła zionie aromatem (...).


     Śledzie... moje ukochane. Zarówno Real, jak i E.Leclerc (nota bene moje dwa ulubione – obok Biedronki – sklepy) mają aktualnie w promocji matiasy w bardzo atrakcyjnej cenie. Zamierzam kupić kilogram i połowę z nich zrobić w oleju, połowę w śmietanie – z ogórkiem kiszonym, cebulą i jabłkiem. Właściwie to nawet nie ja będę je robić, tylko Waldek, bo jest w tym mistrzem, ALE gotowa jestem rozważyć mniej kaloryczne przepisy, ku uciesze mojej talii. Śledzie polecam. Znalazłam o nich wiele przydatnych informacji, więc pozwolę sobie podzielić się nimi z Wami:

Największą zaletą śledzi jest zawartość tłuszczu, w 100g jest aż 16g. Aż 70% stanowią kwasy tłuszczowe jedno- i wielonasycone. Szczególnie cenne są kwasy omega -3, które rozszerają naczynia krwionośne, redukują zlepianie krwinek , tworzenie się zakrzepów, regulują ciśnienie tętnicze, obniżają poziom cholesterolu oraz zwiększają odporność. Śledzie są również bogatym źródłem takich witamin jak: A, D, E - ma działanie przeciwmiażdżycowe, B6, B12. Dostarczają także minerały: żelazo, cynk, miedź, fosfor i jod. Pieczone na ruszcie, bądź też duszone są lekko strawne i mogą być wartościowym daniem dla dzieci, młodzieży i osób starszych. Chociaż śledzie są rybami tłustymi, nie dostarczają zbyt wiele kalorii - 100g śledzia to 160 kcal. Zawarty w śledziach potas, ułatwia usuwanie nadmiaru wody z organizmu, a zawarty kwas omega-3 przyśpiesza przemianę materii i spalanie tłuszczu. Jedzenie śledzi poprawia nastrój, zwiększa się poziom serotoniny, działają przeciw-depresyjnie, wzmacniają pamięć i koncentrację. Do najzdrowszych należą śledzie świeże i mrożone, są jednak trudniej dostępne. Śledzie solone zawierają więcej witamin A, E i z grupy B oraz więcej minerałów, są bardziej tłuste, ale mają też dużo sodu, który zatrzymuje wodę w organizmie. Dlatego też przed przyrządzeniem należy je wymoczyć w wodzie lub mleku przynajmniej kilka godzin.**

     Szynka. Nigdy  nie zrozumiem wielkanocnej szynkomanii. Te wszystkie polędwice, schaby (naprawdę, mistrzostwem świata jest schab po żydowsku – ktoś zgadnie o co mi chodzi?) i inne wieprzoźródłowe mięcha, które z takim smakiem lądują w naszych ustach. O wieprzowinie pisałam już miliard razy: nie w mojej lodówce. Kupię tylko drobiowe, bo i chudsze, i smaczniejsze (a przynajmniej tak sugerują nasze kubki smakowe) i zgodne z naszymi religijnymi przekonaniami. Warto zamienić wieprzowe szynki na drobiowe właśnie ze względu na ich kaloryczność. Będzie się to bardziej opłacać, zwłaszcza, jeśli na naszej liście  potraw, bez których nie możemy obejść się w święta, znajdują się...

Mazurek, babka, sękacz, sernik, makowiec. Wybaczcie, moi Mili, ale nie będę namawiać do odmówienia ich sobie - wiecie, że kocham słodycze, wiem też, że Wy je kochacie. Aby wyrzuty sumienia nie przewyższyły przyjemności  płynącej z konsumowania słodkich wypieków, proponuję na przykład przygotowanie sernika na zimno z odtłuszczonym serkiem homogenizowanym, owocami i galaretką. Nie boli aż tak, choć wiadomo, co na zimno, to nie pieczone i ja na pewno nie zamierzam udawać, że wybrałabym sernik z lodówki zamiast pieczonego, z brzoskwiniami, bezą i kruszonką. No nie ma opcji. Za makowiec dałabym się pokroić, a prawdziwego mazurka chyba jeszcze nie jadłam. Jednak wracając do kwestii nie-odmawiania-sobie-świątecznego-ciasta... mamy Wielkanoc. WIOSNĘ. Jest prawie końcówka kwietnia, a temperatura i ilość słońca w święta (wysoka i dużo!) z pewnością nie będą mogły być wytłumaczeniem dla niechęci do spacerów (pomijam fotodermatozę i obżarstwo powodujące niemożność poruszania się). Każdy spacer to ileś spalonych kalorii. Zjesz kawałek ciasta? Idź na spacer! Z tego właśnie względu o wypiekach w święta nie zapomnę, a nawet gdybym chciała, moi mężczyźni na pewno by się o nie upomnieli. Jeśli będzie trzeba, wskoczę na rolki i o dodatkowych kaloriach będę mogła zapomnieć. Namawiam do spacerowania oraz innych form aktywności fizycznej. Gdziekolwiek, byle jak najdłużej. Choć odrobinę pozwoli Wam to nie mieć wrażenia, że w święta nie robiliście nic, prócz jedzenia.

Co u mnie jest ogólnie nie jadam wilekanocy jak reszta moich domowników wciąż jestem na moim trybie. Wciąż wprowadzam aktywność w moje życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz